„Islandia” – Michał Klimont – fotografia

W najbliższy wtorek, 28 czerwca, o godz. 18.00 w Galerii „Zajawka” odbędzie się otwarcie wystawy fotograficznej pt. „Islandia” Michała Klimonta.

Zdjęcia, które składają się na wystawę, powstały w lecie 2009 roku i nie były jeszcze nigdzie wystawiane. Michał Klimont, z zamiłowania podróżnik i fotograf, zdecydował właśnie w Ostrowcu zaprezentować swoje fotograficzne prace z krainy lodu i wulkanów. Organizatorem wystawy jest Stowarzyszenie Kulturotwórcze Nie z tej Bajki.

„Islandia” Michała Klimonta w „Zajawce” -artykuł prasowy

Rozmowa z Michałem Klimontem, autorem wystawy, przeprowadzona przez Annę Wisznarewską:

fot. M. KlimontA. W.: Dlaczego akurat Islandia? Większości ludzi Islandia kojarzy się tylko ze śniegiem i wulkanem. Co sprawiło, że wybrałeś się w tak niegościnne (jak wnioskuję z Twoich prac) miejsce?
M. K.: To właśnie ta niedostępność była dla mnie zachęcająca w Islandii. Natura jest tam nieodłączną częścią życia mieszkańców. Przykładem mogą być wulkany. Podczas wędrówki górskiej spotkałem informacje o tym, jak uciekać w razie wybuchu. Islandczycy na takie wypadki mają opracowany plan działania, takie zagrożenia traktują jako codzienność.
A. W.: Czy Islandia spełniła Twoje oczekiwania, jako fotografa? Czy wiele kosztowało Cię zrobienie dobrego ujęcia? Czy musiałeś wędrować przez pustkowia i odkrywać nowe szlaki, czy miałeś może przewodnika, a może zdjęcia były robione „z czyjegoś ogródka”?
M. K.: Myślę, że Islandia spełniła moje oczekiwania, a nawet je przerosła. Nie jest to tak turystyczny kraj jak te, które znane są nam z kontynentu europejskiego. Islandia ma jedną, główną drogę, reszta dróg prowadząca do wnętrza wyspy składa się głównie ze żwiru, piachu, niejednokrotnie trzeba przeprawiać się przez rzeki samochodem. Woda opływająca samochód na wysokości drzwi to częsty widok. Terenowe auto jest niezbędne. Przy wykonywaniu zdjęcia wieloryba również nie było tak malowniczo i prosto. Wyprawa trwa kilka godzin. Morze jednak tego dnia było bardzo niespokojne. Nigdy wcześniej nie zaobserwowałem u siebie symptomów choroby morskiej, jednak w małej łupince, którą wypłynęliśmy daleko od brzegu, tak kołysało, że ciężko było utrzymać się prosto z aparatem.
fot. M. KlimontA. W.: Czy podczas podróży samochodem w głąb Islandii byłeś sam i odkrywałeś jej piękno na własną rękę, czy miałeś przewodnika?
M. K.: Islandię zwiedzałem razem z rodziną, takie zapędy podróżnicze są chyba u mnie dziedziczne i otrzymałem je po rodzicach.
A. W.: Czy podczas swojej wyprawy znalazłeś się kiedykolwiek w niebezpiecznej sytuacji? Jak z niej wybrnąłeś?
M. K.: Kilka sytuacji dosyć nietypowych miało miejsce. Sama droga potrafiła sprawić sporo kłopotów. Załączam zdjęcia Islandzkich „dróg”. Pierwszego dnia wybraliśmy się, by obejrzeć pewne klify, droga na mapie wydawała być się normalną, terenową drogą. Jednak okazało się, że jechaliśmy po szlaku pieszym, z głazami wysokości krzesła porozrzucanymi dookoła. Poruszaliśmy się w tempie spacerowym, ale udało się. Następnie tego samego dnia późnym wieczorem(co jest trudne do rozróżnienia latem na tej szerokości geograficznej – chociaż działo się to około 11 wieczorem, to było jeszcze jasno) opona nam pękła. To trzeba zrozumieć dosłownie, tak jak piszę – pękła, to nie była dziura i spuszczone powietrze, tylko rozerwane koło. W dodatku nie mieliśmy odpowiednich kluczy do wymiany koła. Droga, na której musieliśmy stanąć w środku dnia, nie była zbyt uczęszczana, a w nocy można było spotkać górą jeden samochód na godzinę. Jednocześnie spieszyliśmy się w góry, bo mieliśmy zarezerwowany nocleg i wyprawę na kilka dni. Na miejsce noclegu dotarliśmy ok. 6 rano, więc z dużym opóźnieniem, i kompletnie wyczerpani, a jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy na kilkukilometrowy marsz po górach.
fot. M. KlimontA. W.: Co na wystawie prezentowanej w „Zajawce”, wśród krajobrazów, robi zdjęcie pingwina?
M. K.: Ten pingwin to właściwie nie pingwin. To maskonur. Przybiera takie malownicze barwy na dziobie w okresie godowym, by zaimponować samicom. Całe kolonie tych ptaków można obserwować na klifach południowej Islandii. Patrząc na jego piękno, aż dziw bierze, że jest on również lokalnym przysmakiem. Ja jednak zrezygnowałem z próbowania tego specjału, wolę żywe maskonury.
A. W.: Dziwny zwyczaj jedzenia maskonurów nasuwa pytanie odnośnie diety mieszkańców Islandii. Co byliście zmuszeni jeść w podróży? Czy był to typowy prowiant, dostępny i w naszych sklepach, czy może zdarzyło Wam się jeść na obiad coś dziwniejszego niż kotlet z maskonura?
M. K.: Prócz maskonurów jedzą też sporo koniny. Ponadto nadal zabijają wieloryby. Wiele organizacji próbuje im tego zakazać, nie wiem, jak to wygląda w tej chwili, ale gdy odwiedzałem Islandię, taki zakaz nie istniał. Ponadto mają bardzo mocno rozwinięte rybołówstwo, to ich główne źródło zarobku. My wzięliśmy sporo jedzenia z Polski, właściwie tyle ile tylko można było, ograniczeniem była waga bagażu lotniczego. Jest to dość drogi kraj, więc oszczędzaliśmy na różne sposoby. Ale jeśli kupowaliśmy produkty w sklepie, to ograniczaliśmy się do wyrobów międzynarodowych, bez eksperymentów w postaci maskonurów itp. Pewne zwyczaje mieszkańców są na nich wymuszane przez panujące tam warunki. Przede wszystkim Islandczyków jest naprawdę mało – około 300 tysięcy mieszkańców. Lepiej jednak spojrzeć na gęstość zaludnienia. Na wyspie wynosi 3 osoby na kilometr kwadratowy. W Polsce 120 osób na kilometr :-):-) Zatem w pewien sposób wszyscy się tam znają. Nie mają nazwisk, każdy ma imię i dodatkowo dodaje się czyim jest synem/córką. Na przykład premier Islandii Jóhanna Sigurðardóttir to w wolnym tłumaczeniu Jóhanna córka Sigurðara.
fot. M. KlimontA. W.: Czy masz zamiar odwiedzić znów Islandię, czy planujesz podróż do innych egzotycznych krajów?
M. K.: Na Islandię na pewno kiedyś wrócę, jednak świat jest zbyt piękny by zwiedzać wciąż te same miejsca. W planach na te wakacje mam mniej egzotyczną geograficznie, ale na pewno ciekawą kulturalnie Ukrainę.

Autorska strona Michała Klimonta: http://mklimont.com

Galeria „Zajawka” znajduje się w Pracowni Rękodzieła inna ART., ul. Polna 15 (Hala Handlowa), wejście od tyłu pawilonu. Galeria czynna w godzinach otwarcia sklepu: pn-pt 10-18, sb 10-14.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *